Polska Akademia Aikido | Kokusai Aikido Kenshukai (Kobayashi Hirokazu Ha)

O Polskiej Akademii Aikido...
Polska Akademia Aikido jest organizacją skupiającą grupy ćwiczące Aikido wg. przekazu Kobayashi Hirokazu sensei.

Staż Aikido: Siedlce, 28 - 29 stycznia 2012

Staż Aikido: Siedlce, 28 - 29 stycznia 2012
Staż poprowadzi: Strzechowski Maciej 5 Dan

[Archiwum] Relacja ze stażu w Wenecji (06/2006)

Ten dokument został przeniesiony do archiwum w dniu: 2010-05-06 14:46
Jego treść może być już nieaktualna

WenecjaReprezentacja naszego kraju w składzie Maciej Strzechowski, Michał Arct, Tomasz Lewandowski i moja skromna osoba czyli Krzysztof Gozdowski, wyruszyła w wyśmienitych humorach z grodu Szczecin. Ze względu na wybór środka przemieszczania czyli żelaznego ptaka, musieliśmy dotrzeć do miasta Berlin gdzie takie ptactwo ma swoje siedliska.
 
Podróżowaliśmy szybko i spokojnie bez większych problemów. Dotarłszy do gniazda Tegel, rozglądaliśmy się za naszym "kukuruźnikiem", który miał nas zabrać do Wenecji.
 
Przy odprawie mieliśmy małą przygodę. Pani, która przyjmowała nasze bagaże widząc długie pakunki zapytała "Was ist das?" a ja odpowiedziałem "Waffen" co oznacza po naszemu broń. Jej oczy zrobiły się duże, zaczęła łapać szybko powietrze i gadać szybko. Musiałem jej wytłumaczyć, że jest to drewniany sprzęt treningowy, ale już było za późno. Odesłała nas do ochrony. Pan z ochrony jak usłyszał co przewozimy spokojnie skierował nas do odpowiedniego okienka i ...... polecieliśmy.
 
Po przybyciu do Włoch na lotnisko Marco Polo w Mestre, okazało się, że nie mamy gdzie nocować bo włosi niby coś zorganizowali ale nie zorganizowali. Starym skautowskim zwyczajem, używając języka za przewodnika dotarliśmy do hotelu CENTRALE, w którym to zamieszkaliśmy. Była to wspaniała baza wypadowa zarówno turystycznie jak i blisko dojo.
 
Jako, że rozkład treningów sprzyjał walorom poznawczym miasta Wenecja, nie omieszkaliśmy z tego korzystać. Pierwszego dnia rzuciliśmy się na to miasto, przemierzając liczne mostki i zachwycając się zabudową. Początkowo mieliśmy wrażenie, że jest mało turystów, ale gdy dotarliśmy do placu św. Marka zobaczyliśmy horror turystyczny czyli masy ludzi podążające za przewodnikami, cykającymi foty gadającymi w różnych językach i narzeczach. Z dnia na dzień było ich więcej.
 
Po paru godzinach wędrówki dotarliśmy do małej knajpki z dala od głównego nurtu, która przez wiele dni była naszą jadłodajnią. W niej to uzyskaliśmy taki mir, że w ostatni dzień zafundowano nam darmowe "cappuccino".
Kolejne dni zwiedzania były nastawione na konkretne cele: kąpiel w Adriatyku na wyspie Lido, Wielki Kanał, poruszanie się już wodnymi autobusami a nie piechotą, Muzeum Marynistyki i siesta w parku, nocny wypad do Wenecji itp. Wrażeń co nie miara. Jednakże charakterystyczne było to, że w kolejnych dniach zachwyt nad mostkami i zaukami przeszedł w codzienność. Bawiło nas to, jak reagują inni turyści, którzy goszczą w mieście przez jedną dobę.
 
Wracając jednak do meritum naszej wyprawy, czyli treningów z bronią, zaczęło się od niespodzianki. Przed rozpoczęciem pierwszego treningu poinformowano nas, że Shihan Cognard musiał wyjechać i nie będzie prowadził zajęć. Trochę nas to zbiło z tropu, no ale cóż "ces't la vie" jak to mówią. Staż poprowadził Paulo Salvadago sensei. Pracowaliśmy tylko z bokenem przerabiając kichony 1, 2, 3, 4, 5, 8 i 9. Główny nurt zajęć opierał się na działaniu omote w przypadku pierwszych, oraz ura w 8 i 9 kichonie. Włosi początkowo nie wiedzieli kto my zaś, ale nasze usposobienie szybko ten stan rzeczy zmieniło. Zaczęli do nas lgnąć jak muchy. Pomimo częstych trudności językowych (brak u niektórych znajomości języka angielskiego) nie mieliśmy problemów ze wzajemnym zrozumieniem.
 
Na stażu obecni też byli Niemcy (Walter Oelschläger sensei), Francuzi (Pierre Laffont sensei), oraz inna grupa z Polski. Wieczorami prowadziliśmy w naszym gronie dyskusje i dzieliliśmy się spostrzeżeniami na temat treningów i pracy, do późnych godzin nocnych.
 
Poznaliśmy nowych ludzi, którzy ćwiczą to co my. Mieliśmy okazję doświadczyć jak ćwiczą i jacy są. Te znajomości być może przełożą się na zacieśnienie kontaktów i częstsze wyjazdy zarówno nasze jak i ich.
Po tygodniu nastał czas powrotu do Ojczyzny i rodzinnych miast. Zmęczeni poprzedzającym wieczorem, praktycznie przespaliśmy całą drogę w samolocie i w busie wiozącym nas do Polski.
Już teraz mamy zaproszenie na staż w Ludwigsburgu. Zatem do zobaczenia.

blog comments powered by Disqus

Polska Akademia Aikido © 2010